
W październikowym numerze miesięcznika "
Pszczelarstwo" ukazała się czwarta, ostatnia już część, tekstu o koncepcji profesora Thomasa Seeley'a z Cornell University (Nowy York, USA). Zapraszam do lektury.
Chętnych zapraszam do zapoznania się z wcześniejszymi częściami:
cześć 1
część 2
część 3
„Pszczelarstwo darwinistyczne”, czyli perspektywa ewolucyjna w pszczelarstwie – część 4
(ostatnia)
Kolejne badania, na które powołuje się Seeley - tym razem przeprowadzone przez zespół profesor
Marli Spivak z University of Minnesota - dotyczyły pozytywnego wpływu propolisu na zdrowie
pszczół. Wpływ ten jest znany, a samo zagadnienie nie budzi kontrowersji. Nie wszyscy jednak
zdają sobie sprawę, że w naturalnej dziupli w zasadzie całe ściany (a czasem także „podłoga”) są
wypropolisowane, zupełnie inaczej niż w większości uli, które mają gładkie powierzchnie ścian. W
ulach pszczoły kitują najczęściej jedynie szpary między korpusami czy ramkami, czasem „pajączki”
w powałkach czy inne narożniki, niejako je „wygładzając” czy „zaokrąglając”. Podczas badań na
ścianach uli zamontowano specjalne kraty do połowu propolisu i w ten sposób skłoniono pszczoły
do pokrycia ścian kitem. Następnie przeprowadzono badania genetyczne pszczół, porównując
żyjące w standardowym ulu oraz te, które były otoczone propolisem. Stwierdzono, że ekspresja
genów istotnych z punktu widzenia odpowiedzi immunologicznej pszczół w wypropolisowanym
ulu była znacząco mniejsza niż w drugiej grupie. Powyższe oznacza, że pszczoły żyjące w
standardowym ulu muszą znacząco więcej „inwestować” w zachowanie zdrowia, gdyż ich układy
odpornościowe nieustannie walczą z patogenami. Powłoka propolisu okazała się działać jak osłona
przeciw drobnoustrojom chorobotwórczym.
 |
| Eksperyment prof. Marli Spivak: Pszczoły zostały skłonionedo propolisowania ścian ula przy użyciu krat odgrodowych |
Seeley badał również wpływ rozmiaru komórki węzy na przeżywalność pszczół. Do eksperymentu
wykorzystał dwie grupy rodzin – jedna otrzymała węzę z komórką 4.9 mm, natomiast druga 5.4
mm. Profesor zadbał przy tym, aby jedyną zmienną była właśnie wielkość komórki. Nie stwierdził
istotnych różnic w śmiertelności pszczół z obu grup, a więc jego eksperyment nie wykazał, by
rozmiar komórki miał znaczenie dla przeżywalności rodzin.
Pszczelarstwo darwinistyczne
Na podstawie swoich obserwacji, badań i eksperymentów profesor uznaje, że pszczoła miodna jest
w stanie przetrwać w naturze bez pomocy człowieka. Cała populacja musi jednak przejść przez
wąskie gardło ewolucyjne, które w wystarczającym stopniu „odsieje” pszczoły nieograniczające
populacji dręcza pszczelego. Załamania populacji może nie przetrwać ogromna większość pszczół,
jednak pozostałe wypracują mechanizmy wystarczające, aby przetrwać i przekażą swoje geny
kolejnym pokoleniom. W toku badań dziko żyjących pszczół z lasu Arnot stwierdzono zauważalnie
wyższe wartości mierzalnych zachowań odpowiedzialnych za radzenie sobie z roztoczami (tzw.
higieniczność, VSH, „grooming”) niż w populacji standardowo użytkowanej w pasiekach. Selekcja
na te cechy wydarzyła się więc niejako mimochodem i w sposób zupełnie naturalny. Z badań
profesora wyłania się też obraz pszczół, które nie mają absolutnie żadnej odporności na roztocza, a
jednak potrafią przetrwać – przynajmniej przez pewien czas - jeżeli zapewnimy im odpowiednie
warunki.
Dwie pierwsze części artykułu można potraktować jako wstęp, czas na poznanie sformułowanej
przez profesora Seeleya koncepcji „pszczelarstwa darwinistycznego”, która wskazuje nam
określony kierunek pszczelarskiej praktyki służącej zachowaniu i poprawie zdrowia pszczół oraz
zwiększenia prawdopodobieństwa ich przetrwania w starciu z dręczem pszczelim. „Pszczelarstwo
darwinistyczne” ma polegać na stworzeniu pszczołom, w możliwie największym zakresie, takich
warunków środowiskowych, w jakim ewoluowały. Seeley sformułował konkretne rady i wskazówki
- proste w założeniach, choć w niektórych przypadkach wcale niełatwe do spełnienia. Oto one:
1. Trzymaj w pasiece pszczoły przystosowane do lokalnych warunków.
Każdy może to zrobić – niezależnie od tego, czy jest pszczelarzem zawodowym, czy amatorem.
Profesor radzi, aby nie sprowadzać pszczół z odległych terenów. Kluczowe jest wykorzystanie
pszczół, które są przystosowane do lokalnego klimatu, pożytków i całej miejscowej sytuacji
ekologicznej. Najlepszym rozwiązaniem jest zakup pszczół od lokalnych pszczelarzy, łapanie
„wędrujących” rojów lub rozwijanie „genetyki” ze swojej pasieki. Również polscy naukowcy
podkreślają znaczenie „ulokalnienia” pszczół dla zachowania ich zdrowia. Wydaje się, że ten
czynnik jest jednym z kluczowych dla zachowania zdrowia populacji, niezmiernie łatwy do
spełnienia, ale nie może się przebić do świadomości tych pszczelarzy, którzy w pogoni za lepszymi
wynikami prześcigają się wciąż we wprowadzaniu obcej „genetyki” do pasiek. Dodam od siebie, że
wcale nie trzeba znać wyszukanych metod hodowlanych, aby wychowywać matki pszczele na
własne potrzeby. Wystarczy wziąć kilka ramek z jajkami i najmłodszymi larwami do nowego ula, a
pszczoły zrobią wszystko za nas.
2. Ustaw ule tak daleko od siebie, jak jest to możliwe.
Idealnym rozwiązaniem byłoby skopiowanie natury. Ale trzymanie uli w odległościach kilkuset
metrów od siebie byłoby trudne i niepraktyczne. Profesor stwierdza jednak, że wraz ze
zwiększaniem odległości między ulami o każdy kolejny metr, maleją kłopoty z błądzeniem pszczół,
a ustawienie uli już około 30 metrów od siebie likwiduje ten problem. Doświadczalnie wykazano
bardzo pozytywny wpływ takiej odległości na przeżywalność rodzin. Wraz z odległością maleje też
ryzyko rabunków i przy kilkuset metrach zagrożenie praktycznie znika. Nie oznacza to, że przy
takiej odległości sporadyczne rabunki nie pojawią się. Prawdopodobieństwo rabunków jest jednak
znikome.
3. Trzymaj pszczoły w małych ulach.
Seeley radzi, aby wykorzystywać ule nie większe niż korpus Langstrotha jako gniazdo (42 litry) i
nadstawkę rozmiaru „medium” - „2/3” (około 28 litrów) jako miodnię. Dla porównania, to mniej
więcej tyle, co dwa korpusy na ramkę „Ostrowskiej”. Ma przy tym świadomość, że zbiory miodu
będą mniejsze, a pszczoły najprawdopodobniej się wyroją. Profesor podkreśla jednak zalety tego
rozwiązania, przede wszystkim zdrowie pszczół i utrzymanie porażenia dręczem na niskim
poziomie. Dodaje też, że od czasu ogłoszenia jego odkryć w USA wśród amatorów zaczął się
rozwijać tzw. „ruch pszczelarstwa małoulowego” („small hive beekeeping”). Działalność tą
propagują ci, dla których zdrowie owadów jest istotniejsze niż zbiory miodu.
4. Przygotuj chropowate wewnętrzne ściany ula.
Chropowate powierzchnie będą stymulować pokrycie ich propolisem, co zapewni mieszkankom ula
osłonę przeciwko drobnoustrojom chorobotwórczym. Profesor radzi więc, aby do budowy uli
wykorzystywać nieheblowane deski, „matowić” powierzchnię szczotką drucianą lub pilnikiem,
bądź też przytwierdzać na ściany kraty do zbierania propolisu. Nieustannym skrobaniem,
czyszczeniem, opalaniem czy wygładzaniem w inny sposób ścian ula robimy pszczołom tzw.
niedźwiedzią przysługę.
 |
| Warstwa propolisu na ścianie dzikiego gniazda |
5. Wykorzystuj ule zapewniające odpowiednią izolację termiczną.
6. Ustawiaj ule możliwie jak najwyżej nad ziemią.
7. Pozwalaj pszczołom zagospodarować 10 – 20% plastrów na plastry trutowe.
Najwięcej trutni wychowują najzdrowsze i najsilniejsze rodziny. Wychowanie trutni jest dla pszczół
obciążające, a więc tylko najlepsze rodziny mogą sobie pozwolić na ich dużą liczbę. Zdaniem
profesora takie postępowanie, nie tylko wpływa na zwiększenie różnorodności genetycznej w
okolicy, ale także na poprawę „genetyki” pszczół. Seeley zaznacza jednak, że intensywny wychów
czerwiu trutowego może przyczynić się do szybszego wzrostu populacji dręcza pszczelego, a zatem
może powstać konieczność dokładniejszego monitorowania stopnia porażenia rodzin.
8. Nie zmieniaj organizacji gniazda.
Podczas przeglądów każda ramka powinna powrócić na swoje miejsce. Profesor radzi również, aby
nie rozdzielać czerwiu pustymi ramkami w ramach zabiegów przeciwrójkowych.
9. Minimalizuj przenoszenie uli.
Seeley zaleca, aby w razie konieczności przeniesienia rodziny pszczelej w inne miejsce zaczekać na
okres bezpożytkowy – wówczas najmniej zakłócimy pszczołom ich pracę.
10. Powstrzymaj się od leczenia pszczół przeciwko warrozie.
Tą ostatnią radę profesor Seeley przekazuje wraz z ostrzeżeniem. Twierdzi, że brak zachowania
ostrożności może doprowadzić do sytuacji, w której selekcja może sprzyjać zjadliwym roztoczom,
zamiast odpornym pszczołom. Chodzi tu o sytuację, w której zjadliwe roztocza i patogeny są w
stanie zabić rodzinę pszczelą, ale nie umierają wraz z nią, jak to się najczęściej dzieje w naturze. Z
uwagi na duże zagęszczenie uli w pasiece słabnące rodziny są rabowane, a zjadliwe patogeny i
pasożyty trafiają do kolejnych. Profesor sugeruje więc, aby wnikliwie monitorować stan porażenia
dręczem i reagować, gdy ten osiągnie określony pułap. Seeley przyjmuje ten próg w ciągu lata na
poziomie kilku procent. Radzi, aby po osiągnięciu tego progu rodzinę leczyć lub... zabić (nazywa to
„preemptive killing”, czyli „zabiciem uprzedzającym”). W ten sposób nasze działania są zgodne z
kierunkiem ewolucyjnym. Po pierwsze, eliminujemy rodzinę, która nie posiada wystarczającej
odporności na pasożyta i z dużym prawdopodobieństwem i tak osypałaby się. Po drugie
zmniejszamy praktycznie do zera ryzyko „roztoczowej bomby” w pasiece. Profesor twierdzi, że bez
wykonania tych zabiegów, inne rodziny, które wykazują już pewną odporność zostaną przytłoczone
przez taką liczbę pasożytów, z jaką nie będą sobie w stanie poradzić. W przypadku leczenia należy
niezwłocznie wymienić matkę na pochodzącą z rodziny, która wykazuje zdolność trzymania
populacji dręcza w ryzach. Dzięki temu systematycznie zwiększamy odporność pszczół w pasiece.
Seeley jednocześnie podkreśla, że każdy rodzaj leczenia wpływa na zwiększenie zjadliwości
patogenów i pasożytów, a także wzrost ich oporności na leczenie. Z tego punktu widzenia lepszym
rozwiązaniem mogłoby więc być zabicie rodziny pszczelej wraz z całą populacją dręcza
pszczelego. Jednak dla wielu jest to nie tylko moralnie niedopuszczalne, ale niesie też za sobą
ekonomiczną nieopłacalność. Seeley mówi, że leczy rodziny wtedy, kiedy ma możliwość
niezwłocznego podania matki z „lepszej” genetyki. W innym przypadku dokonuje uprzedzającego
zabicia rodziny. Aby być zgodnym z perspektywą ewolucyjną należałoby pozostawić rodziny
własnemu losowi, ale tylko wtedy, kiedy żyją w dużym oddaleniu od siebie (optymalnie), jak
pszczoły w naturze, a więc o kilkaset metrów. Doświadczenia pokazały, że już przy odległości
kilkudziesięciu metrów wiele rodzin okazuje się odpornych na „roztoczową bombę”. W ten sposób
zwracamy selekcję do kierunku wypracowania równowagi: najbardziej zjadliwe szczepy patogenów
i pasożytów umierają wraz z nieodpornym żywicielem. My zaś swoimi działaniami nie zwiększamy
ich zjadliwości oraz nie ingerujemy w swoisty „wyścig zbrojeń” pomiędzy pszczołą miodną a
dręczem pszczelim.
Podsumowanie
Profesor Seeley uważa, że wszystko, co robią rodziny pszczele żyjące w dzikich i niedoglądanych
siedliskach służy ich przetrwaniu i rozmnażaniu, a tym samym przynosi największe korzyści dla
zdrowia kolejnych pokoleń. Uznaje, że to pszczoły są najlepszymi „pszczelarzami” i powinniśmy
się od nich uczyć. Postuluje, abyśmy spojrzeli na problem zdrowia pszczół z perspektywy
ewolucyjnej, bo tylko wtedy możemy stwierdzić, jak pszczoły chcą żyć i jak faktycznie żyją, gdy
nie są nieustannie niepokojone przez pszczelarzy. Musimy też pamiętać, że gdy prowadzimy
obserwacje czy eksperymenty, uzyskujemy odpowiedzi dotyczące obiektu badanego w określonych
warunkach. Nie sposób więc uznać, że wnioski z naszych obserwacji pszczół w pasiekach są
uprawnione dla całego gatunku
Apis mellifera.
 |
Profesor Thomas D. Seeley, autor koncepcji "pszczelarstwa darwinistycznego", w czasie wykładu na konferencji "Learning From the Bees" w Doorn w Holandii |
Osobiście traktuję „pszczelarstwo darwinistyczne” jako wskazówkę do sposobu rozpoczęcia
selekcji pszczół, aby osiągnąć jak najlepsze wyniki w pierwszej fazie odsiewu pszczół
nieprzystosowanych do współistnienia z dręczem pszczelim. Długofalowo byłaby to też słuszna
metoda prowadzenia pasieki. Pozwoliłaby pszczołom używać tych narzędzi, które wykształciły
przez miliony lat ewolucji. Ponad sto lat temu pszczoły zagościły jednak w pasiekach na dobre i nic
nie wskazuje na to, by ten stan miał się zmienić. Będą więc żyły stłoczone, czy tego chcą, czy nie.
Jak kończy się trzymanie pochodzących z chowu pszczół „tradycyjnie”, za to bez kuracji przeciwko
warrozie, pokazały eksperymenty profesora – owady w znaczącej większości umierają z końcem
drugiego sezonu. „Te same” pszczoły przeżywały jednak w rozsądnym procencie, gdy tylko
pozwolono im żyć w sposób zbliżony do tego, w jakim funkcjonują w naturze. W pierwszej fazie
selekcji, kiedy mamy dostęp tylko do pszczół, które nie są zaadaptowane do obecności dręcza,
„pszczelarstwo darwinistyczne” jest więc niewątpliwie swoistym wyrównaniem szans w tym
starciu. Jest też kompromisem pomiędzy produkcją pasieczną a zdrowiem pszczół. Istnieje jednak
szereg przykładów nieleczonych przeciwko warrozie pasiek, w których pszczoły żyją gęsto, ale
wciąż zachowują zdrowie i są produktywne. Przykłady takich pasiek możemy wskazać nie tylko w
Stanach Zjednoczonych, ale także w Europie. Miałem przyjemność poznać wiele koleżanek i
kolegów z Wielkiej Brytanii, którzy od lat nie stosują żadnych metod zwalczania dręcza pszczelego.
I to też jest w naszym zasięgu. Dopóki jednak będziemy negować prawdziwą naturę pszczół i
uparcie je formować i dostosowywać do naszych oczekiwań, zapewne się to nie ziści. Pierwszym
krokiem jest zrozumienie prawdziwych potrzeb pszczół oraz uwzględnienie ich w naszej pasiecznej
praktyce.
Profesora Seeleya poznałem w czasie Konferencji „Learning From the Bees” w Doorn w Holandii.
Naukowiec ten jest otwarty na nowe kontakty i dyskusje z pszczelarzami. O niektórych elementach
koncepcji „pszczelarstwa darwinistycznego” udało mi się z nim porozmawiać w czasie wywiadu,
który można obejrzeć na Youtube (
https://www.youtube.com/watch?v=NP93oHmmByw&t=207s).
Mnie osobiście najbardziej intrygowała kontrowersyjna rada dotycząca uprzedzającego zabicia
rodziny pszczelej. O ile zgadzam się z założeniami koncepcji „pszczelarstwa darwinistycznego”,
muszę przyznać, że akurat w tej kwestii profesor nie rozwiał w pełni moich wątpliwości i
dylematów. Chętnych zapraszam do obejrzenia filmu z wywiadu z profesorem.