Ale wciąż na forach czytamy: węza jest podstawą pszczelarstwa. Czasem jednak niektórzy dodają słowa "własny wosk" czy "czysta węza", albo "dobrze odwzorowana" węza. A jak z tym jest naprawdę? Oczywiście mówię tu o mojej subiektywnej prawdzie, bo wiadomo, że prawd będzie tyle ilu jest pszczelarzy... plus jeden.
![]() |
| Ni to "igrek", ni to "mercedes" - czyżby pszczoły kręciły komórkami w kółko? Przy okazji widać jak lubią obudowywać odrutowane ramki. |
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami żył sobie pan Housel...
I cóż pan Housel wymyślił? Housel stwierdził, że pszczoły w dzikim gnieździe budują plastry od środka gniazda gdzie ... no właśnie do końca nie wiem jak są ustawione komórki środkowego plastra, a nie chce mi się już tego odszukiwać. W każdym razie od tegoż środka plastry rozchodzą się w bok (są to plastry budowane kolejno w czasie powiększania gniazda) z odpowiednim ułożeniem komórek. Nie będę się wdawał w szczegóły, w każdym razie w komórkach mamy tzw. "Y" (igreki). Ponieważ komórki pszczele są sześciokątami i budowane są w odpowiednim układzie (dno komórki stanowi złączenie 3 ścian komórki z drugiej strony plastra), daje nam to swoisty wzór całego plastra. Housel stwierdził, że "igreki" muszą być ustawione na zewnątrz (konia z rzędem temu kto jednoznacznie wie czy "igrek" musi być od strony patrzącego, czy też kiedy patrzymy na przestrzał plastra ma być zaznaczony po jego przeciwnej stronie... - podobno chodzi o to drugie). Dzięki takiemu ustawieniu plastrów w gnieździe pszczoły mają zachowany odpowiedni porządek, co poprawia podobno ich ogólne samopoczucie (niweluje stres), co też z kolei wpływa na zdrowie rodziny, wyższe zbiory, mniejszą rojliwość i większą łagodność pszczół. Podobno. Dee Lusby napisała o tym artykuł na stronie Beesource.com - TU.
![]() |
| Obok siebie - "igreki" i "mercedesy". |
Producenci węzy twierdzą też, że podstawą jest właściwe odwzorowana węza. Taka, w której środek "igreka" znajduje się dokładnie w samym centrum komórki pszczelej. To jest ponoć klucz do dobrej węzy. Ponoć.
Oczywiście, być może właściwe ułożenie komórek i centrów "igreków" świadczy o rzetelności producentów węzy. Więc może to i dobrze, że się starają i zapewniają odpowiednią jakość sprzedawanego produktu. Tylko pytanie czy to naprawdę ma znaczenie? Sądząc po budowie dzikich plastrów wielkiego znaczenia nie ma....
![]() |
| Ponownie - "igreki" nie trzymają osi jaka ponoć świadczy o dobrej jakościowo węzie |
Pozostają dwa problemy.
Problem pierwszy to zanieczyszczenia chemiczne - czyli produkty rozpadu amitrazy i innych substancji "leczniczych". Na to sterylizacja nic nie poradzi. Te pozostałości tam będą. Kto wie, może znów produkty rozpadu amitrazy rozpadną się na jeszcze mniejsze cząstki pod wpływem temperatury i ciśnienia? A może wejdą w ponowne reakcje chemiczne ze sobą tworząc bardziej skomplikowane struktury? A może wejdą w reakcje chemiczne z cząsteczkami wosku utrwalając jeszcze bardziej swoją obecność w tym produkcie? Nie znam odpowiedzi na te pytania - trzeba by zapytać chemików i przeprowadzić specjalistyczne badania związane z tym zagadnieniem. W każdym razie "coś tam" w tym wosku będzie i nie mamy żadnej gwarancji, że to zniknie (a raczej mamy pewność i gwarancję, że w jakiejś formie to tam zostanie).
Problem drugi stanowią właśnie te wszystkie żyjątka i "nieżyjątka", które są w wosku. Być może są szkodliwe, być może są korzystne. Być może w toku odkażania (sama temperatura - a przynajmniej tak to definiują i rozróżniają producenci węzy) część z nich obumrze. Być może w toku sterylizacji faktycznie usuniemy je wszystkie... Usuniemy? Oj nie. Nie usuniemy. Zróbmy mały test. Weźmy kawałek mięsa, wrzućmy do szybkowaru (ciśnienie + temperatura) i ugotujmy. Zabiliśmy kurczaka i zniknął? Usunęliśmy go? Otóż nie. Mamy... rosół!. W węzie pozostaje więc... rosół. Zaraz powiedzą wszyscy: no tak, ale przecież wosk gotuje się w wodzie, a zanieczyszczenia następnie wraz z nią wylewamy, zostawiając czysty wosk. I faktycznie jeżeli rosół wylejemy kilkukrotnie, to po jakimś czasie zostanie mięso we względnie czystej wodzie, niezależnie od tego jak długo będziemy ją gotować. I to prawda... ale kawał kurczaka nam został. I zapewne każdy kto klarował wosk wie również, że ile razy by tego nie robił zawsze coś na spodzie zostanie. A ile jeszcze zostaje w środku? Być może to "mięso z bakterii" zostanie wylane razem z zanieczyszczoną wodą, ale być może jakaś część zostanie nam w wosku i "wbuduje" się w jego strukturę. I co z tego, że są to martwe "skorupy" bakterii czy grzybni - one też po pewnym czasie zaczną się rozkładać (przyciągając pewne organizmy, które będą się nimi żywić lub/i wydzielając przy tym toksyny). Być może wosk je zakonserwuje. Być może nie ma co demonizować tego problemu (ja nie zamierzam go na pewno demonizować, bo zapewne gorsza jest tzw. chemia). Chodzi mi tylko o to, że "czystość" wosku uzyskanego po sterylizacji może być głęboko złudna. Twierdzenie, że węza jest "czysta" zawsze będzie co najmniej lekkim przekłamaniem. Ponadto wiele organizmów w toku śmierci i rozkładu wydziela wyjątkowo toksyczne substancje (znane są z tego niektóre grzyby i bakterie). Czy więc te toksyczne substancje (nie mam najmniejszej wątpliwości, że pojawiają się co najmniej śladowe ich ilości) powstałe w toku procesu odkażania i sterylizacji zostają w wosku czy się wypłukują? Ja naprawdę tego nie wiem, ale nie zamierzam tego sprawdzać na swoich pszczołach. Istnieje dużo hodowli pszczół prowadzonych na "czystej węzie" i te pszczoły dają radę (patrz np.: Dee Lusby czy Kirk Webster), więc zapewne jeżeli zachowamy inne zasady pszczelarstwa naturalnego to problem jest marginalny i zapewne pomijalny.
Nie ma co węzy demonizować. To pewnie dla niektórych potrzebny bajer, żeby poczuli się lepiej. Żeby uznali, że:
a) kontrolują sytuację,
b) mają porządek w ulu,
c) robią dla swoich pszczół co tylko mogą, na przykład "właściwie" ustawiając im "igreki"...
Słowem - robią wszystko co w ich mocy, żeby pszczołom było dobrze. Tylko... czy pszczoły tego naprawdę chcą?







